Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nasze podróżowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nasze podróżowanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 stycznia 2020

402. Ferie

W lubelskim połowa ferii zimowych za nami. Pogoda bardziej wiosenna/jesienna niż zimowa, ale ja nie narzekam, bo za zimą nie przepadam. W sobotę w Lublinie mogliśmy się cieszyć bezchmurnym niebem i słoneczkiem:)))
Tego dnia wybraliśmy się do Kazimierza Dolnego. Zawsze chętnie odwiedzamy to miasteczko, szczególnie wówczas, kiedy nie ma tam ogromnej ilości turystów. Tak właśnie było w minioną sobotę. I choć pogoda nie była tak piękna jak w Lublinie, bo niebo spowijały gęste, szare chmury, to i tak wycieczka była niezwykle udana. Obowiązkowe punkty programu, to spacer nad Wisłą, aż do dawnego kamieniołomu, kazimierski rynek, Góra Trzech Krzyży, ruiny zamku i baszta. No i konsumpcja koguta:) Tym razem odwiedziliśmy także Sanktuarium Matki Bożej Kazimierskiej z przepięknym, cudownym obrazem Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny.
Oto kilka zdjęć z naszej wycieczki:
Przy okazji powiększyłam też moją kolekcję naparstków i do posiadanych pięciu:
dołączyły dwa następne kazimierskie: 

wtorek, 7 sierpnia 2018

Jaskinia Pál-völgyi

Obiecałam relację z "węgierskich wakacji", więc dziś pokażę wyjątkowe miejsce, które odwiedziliśmy w Budapeszcie. Jest to jaskinia Pál-völgyi - najdłuższa jaskinia na Węgrzech. Łączna długość jej korytarzy wynosi 30 km. Do zwiedzania udostępniony jest fragment, który wraz z bardzo ciekawie opowiadającym przewodnikiem, penetrowaliśmy ok. 50 min. Temperatura 10 stopni C, panująca w jaskini dała wytchnienie od upału na zewnątrz. Trasa prowadziła niekiedy bardzo wąskimi korytarzami, trzeba było się także wspiąć po prawie pionowej, 7-metrowej drabinie. Zapraszam więc na spacer po tej bogatej w przepiękne formy i nacieki skalne jaskini.
A teraz pokażę jak nasz Frycuś próbuje przetrwać upały:
A na koniec bardzo dobra wiadomość - od wczorajszego wieczoru, drugi kotek Edi jest w domu! Wiele osób nam pomagało, dzwoniło z informacjami, wspierało i pocieszało (także Wy na moim blogu) - za to serdecznie dziękuję. Ostatecznie dzięki Pani z fundacji Felis udało się kotka złapać. Teraz zaczynamy proces socjalizacji, Frycek bardzo się angażuje. Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko dobrze. Chciałam Wam przedstawić naszego Ediego, niestety mam tylko niewyraźne zdjęcia zrobione telefonem. 
Życzę miłego dnia!!!

sobota, 5 maja 2018

Poznajemy "swoje"

"Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wecie co posiadacie" - te słowa Stanisława Jachowicza przyświecały nam w ten długi weekend majowy (poza chwilami spędzonymi na pracy i odpoczynku na naszej działce:). Postanowiliśmy poznać lepiej naszą piękną Lubelszczyznę. Zawsze lubiliśmy odwiedzać różne ciekawe miejsca, także w naszym województwie, ale zostało ich jeszcze bardzo dużo do poznania i obejrzenia. Dodatkową motywacją jest chęć zdobycia Odznaki Krajoznawczej Regionu Lubelskiego - Wędrowiec (na początek brązowej).
Pierwszym miejscem, jakie odwiedziliśmy w czasie ostatnich dni są ruiny zamku w Krupem, znajdujące się przy rozlewisku rzeki Wieprz.
W miejscu tym, w XV wieku niewielki zamek wzniósł Jerzy Krupski (Krupa) herbu Korczak.
Zasłynął on ratując przyszłego króla Polski Jana Olbrachta w bitwie pod Koszycami w 1491 roku, podając mu konia w czasie odwrotu.
Rozbudowy i przebudowy zamku dokonał wiek później Paweł Orzechowski herbu Rogala.
Trudno dziś wyobrazić sobie ów zamek z ozdobnymi ogrodami w czasach największej jego świetności, a był niewątpliwie wyjątkowo piękny, co pokazują poniższe ryciny:
W 1656 roku zamek został zajęty przez króla szwedzkiego Karola Gustawa, a następnie zniszczony. Potem częściowo odbudowany, posiadał wielu właścicieli. W XIX wieku uległ częściowej rozbiórce, a dodatkowych zniszczeń dokonały działania wojenne.
Z zamkiem wiąże się też legenda (te lubię najbardziej:), która mówi, że kiedy ścielą się wieczorne mgły znad jeziora, wyłania się z nich postać w kontuszu, która krąży wokół zamku. Strzeże ona, według jednej wersji wielkich skarbów ukrytych po dziś dzień w zamku, według innej spokoju i porządku w nim.

wtorek, 31 października 2017

Baba Jaga

O napisaniu tego postu myślałam od dawna, ale brakło mi czasu. Dziś go znalazłam i akurat trafiło na Halloween. Proszę się jednak nie sugerować datą, ja temu zwyczajowi nie hołduję.
Za to od dziecka szczególnie lubiłam bajki i baśnie, w których występowała Baba Jaga/Czarownica/Wiedźma. Zainteresowanie tą postacią pozostało mi do dziś, choć teraz ma ono trochę inny charakter. Otóż pasjonuję się historią, kulturą i zwyczajami Słowian, a Baba Jaga odgrywała tam niepoślednią rolę.
W moim domu do niedawna mieszkały dwie Baby Jagi, które wykonałam na warsztatach lalek motanek.
W tym miesiącu trafiła do mnie kolejna Baba Jaga, będąca dziełem Janeczki. Zobaczcie jaka jest niesamowita:
W czasie tegorocznych wakacji natknęłam się na cały zlot tych postaci. Przycupnęły one obok murów przepięknej katedry w Lugo (tej niezwykłej świątyni poświęcę oddzielny post). Lugo, a w zasadzie cała hiszpańska Asturia to rejon, gdzie w naturalny sposób sacrum przeplata się z profanum. Nikogo to tam nie dziwi, ani w niczym nie przeszkadza.
Z tego miejsca przywiozłam naparstki, oczywiście z Babą Jagą.
A na koniec ja, w wiadomym towarzystwie:)