piątek, 31 sierpnia 2018

Podróż do Holandii

Niestety nigdy dotąd nie odwiedziłam tego kraju. Ale w podróż do Holandii zabrała nas w sierpniu Ania w ramach zabawy Dookoła świata. Na tę okoliczność przygotowałam zakładkę do książki z holenderskimi motywami, jako, że zakładek nigdy za wiele;)
Przy okazji tego wpisu pochwalę się gablotą na naparstki, o której wspominałam w poprzednim wpisie. Są w niej wszystkie moje naparstki w liczbie sztuk 300 - dużo i niedużo, a tak się prezentują:
A na koniec fotki naszego Edzia, który lubi wysokości:
ale nie tylko:

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Droga do domu 1

Jeszcze wiosną zakupiłam trzy zestawy do haftu w Coricamo. Ujął mnie ich nostalgiczny i sielski charakter. Bardzo pasował do mojego nastroju w tamtym czasie, ponieważ z mężem jeździliśmy po okolicznych wsiach i szukaliśmy miejsca, w którym kiedyś mógłby stanąć nasz dom, dom na wsi, dom blisko natury. I znaleźliśmy. Może kiedyś te trzy hafty zawisną na ścianie w naszym domu...
Od razu przystąpiłam do xxx pierwszego zestawu.
Zastanawiałam się czy nie zmienić kanwy, bo w zestawach jest 14, a ja nie lubię na takiej haftować. Ale zostawiłam oryginalną i jak się wkrótce okazało był to błąd. Kiedy wyszyłam tyle:
stwierdziłam, że jednak mi się nie podoba i muszę zmienić kanwę na 16. Tak też zrobiłam:
Na zdjęciach nie bardzo widać różnicę, ale ja jestem zadowolona ze zmiany.
Pokażę przy okazji kolejną porcję kwiatuszków, które wykonałam jeszcze w czerwcu:
Teraz muszę brać się za karteczki, aby te wszystkie kwiatki wykorzystać:)

sobota, 11 sierpnia 2018

Naparstki i koty

Dziś pochwalę się naparstkami przywiezionymi z Budapesztu.
Ale to nie wszystkie budapesztańskie naparstki w mojej kolekcji. Jakiś czas temu otrzymałam z tego pięknego miejsca dwa naparstki od chłopaka mojej córki. Oto one:
Zamówiłam sobie też piękną dużą gablotę na naparstki w Gablotach drewnianych. Dzięki temu będę mogła zebrać całą moją kolekcję w jednym miejscu, a nawet zostanie tam miejsca na nowe. Przy okazji przenosin chciałabym sfotografować i zaprezentować te naparstki, których jeszcze nie pokazywałam.
W związku z tym, że są wakacje i więcej czasu spędzam w domu (wpływ na to mają też ogromne upały), mogę częściej obserwować i fotografować nasze "kotiki". Edi coraz bardziej przyzwyczaja się do nas i nowego miejsca. Jest bardzo potulnym, choć miaukliwym kotkiem (ale podobno jest to charakterystyczne dla Syjamków). Frycek, po etapie zazdrości, zaakceptował nowego domownika i zachowuje się bardzo poprawnie. Ma ochotę na figle i zabawy z nowym kolegą, na co tamten nie jest jeszcze gotów.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Jaskinia Pál-völgyi

Obiecałam relację z "węgierskich wakacji", więc dziś pokażę wyjątkowe miejsce, które odwiedziliśmy w Budapeszcie. Jest to jaskinia Pál-völgyi - najdłuższa jaskinia na Węgrzech. Łączna długość jej korytarzy wynosi 30 km. Do zwiedzania udostępniony jest fragment, który wraz z bardzo ciekawie opowiadającym przewodnikiem, penetrowaliśmy ok. 50 min. Temperatura 10 stopni C, panująca w jaskini dała wytchnienie od upału na zewnątrz. Trasa prowadziła niekiedy bardzo wąskimi korytarzami, trzeba było się także wspiąć po prawie pionowej, 7-metrowej drabinie. Zapraszam więc na spacer po tej bogatej w przepiękne formy i nacieki skalne jaskini.
A teraz pokażę jak nasz Frycuś próbuje przetrwać upały:
A na koniec bardzo dobra wiadomość - od wczorajszego wieczoru, drugi kotek Edi jest w domu! Wiele osób nam pomagało, dzwoniło z informacjami, wspierało i pocieszało (także Wy na moim blogu) - za to serdecznie dziękuję. Ostatecznie dzięki Pani z fundacji Felis udało się kotka złapać. Teraz zaczynamy proces socjalizacji, Frycek bardzo się angażuje. Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko dobrze. Chciałam Wam przedstawić naszego Ediego, niestety mam tylko niewyraźne zdjęcia zrobione telefonem. 
Życzę miłego dnia!!!

wtorek, 31 lipca 2018

W kratkę

Długo się nie odzywałam, bo koniec roku szkolnego dla nauczyciela wymagający, a potem trzy tygodnie półkolonii - też bardzo wymagające, ale jednocześnie ciekawe i wzbogacające doświadczenie. A potem tygodniowy wyjazd - cudowny wypoczynek w Budapeszcie z wypadem nad Balaton - o tym na pewno napiszę. Po powrocie adoptowaliśmy drugiego kotka, półdzikiego, po wielu przejściach. Nasz Frycek z miejsca go zaakceptował. Niestety nocą koteczek zrobił dziurę w ratanowej macie na balkonie, pod metalową siatką zabezpieczającą i wyskoczył z balkonu (1 piętro). Od tej pory przeszukujemy osiedlowe krzaki i zaułki, penetrujemy piwnice, rozwieszamy ogłoszenia, zamieszczamy wiadomości o zaginięciu w sieci, rozstawiamy miseczki z karmą i wodą po całym naszym osiedlu i sąsiednich. Na razie bez pozytywnych skutków, ale się nie poddajemy i wierzymy, że odnajdziemy koteczka.
Na osłodę mamy mruczenia, obcierania, przytulania i miałkolenie naszego kochanego Fryculka.
W kwestii robótkowej niewiele się dzieje, przez ostatnie miesiące najchętniej zajmowałam się decu (pokażę przy najbliższej okazji). A ostatnio, dla zajęcia głowy czymś innym wykonałam hafcik i karteczkę w ramach zabawy blogowej u Ani - Kartki przez cały rok. Na miesiace wakacyjne przewidziany został lift takich karteczek:

Ja wybrałam karteczkę wykonana przez Hubkę:
oto moja wersja:
Trzymajcie kciuki za moje poszukiwania.


sobota, 5 maja 2018

Poznajemy "swoje"

"Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wecie co posiadacie" - te słowa Stanisława Jachowicza przyświecały nam w ten długi weekend majowy (poza chwilami spędzonymi na pracy i odpoczynku na naszej działce:). Postanowiliśmy poznać lepiej naszą piękną Lubelszczyznę. Zawsze lubiliśmy odwiedzać różne ciekawe miejsca, także w naszym województwie, ale zostało ich jeszcze bardzo dużo do poznania i obejrzenia. Dodatkową motywacją jest chęć zdobycia Odznaki Krajoznawczej Regionu Lubelskiego - Wędrowiec (na początek brązowej).
Pierwszym miejscem, jakie odwiedziliśmy w czasie ostatnich dni są ruiny zamku w Krupem, znajdujące się przy rozlewisku rzeki Wieprz.
W miejscu tym, w XV wieku niewielki zamek wzniósł Jerzy Krupski (Krupa) herbu Korczak.
Zasłynął on ratując przyszłego króla Polski Jana Olbrachta w bitwie pod Koszycami w 1491 roku, podając mu konia w czasie odwrotu.
Rozbudowy i przebudowy zamku dokonał wiek później Paweł Orzechowski herbu Rogala.
Trudno dziś wyobrazić sobie ów zamek z ozdobnymi ogrodami w czasach największej jego świetności, a był niewątpliwie wyjątkowo piękny, co pokazują poniższe ryciny:
W 1656 roku zamek został zajęty przez króla szwedzkiego Karola Gustawa, a następnie zniszczony. Potem częściowo odbudowany, posiadał wielu właścicieli. W XIX wieku uległ częściowej rozbiórce, a dodatkowych zniszczeń dokonały działania wojenne.
Z zamkiem wiąże się też legenda (te lubię najbardziej:), która mówi, że kiedy ścielą się wieczorne mgły znad jeziora, wyłania się z nich postać w kontuszu, która krąży wokół zamku. Strzeże ona, według jednej wersji wielkich skarbów ukrytych po dziś dzień w zamku, według innej spokoju i porządku w nim.