piątek, 5 czerwca 2015

O moim blogowaniu

Niedawno na blogu Ani przeczytałam post o 5 rzeczach, których Ania nie cierpi w blogowaniu. Bardzo uważnie przeczytałam to wszystko, co zostało tam napisane o podejściu do blogowania. Ania, jak zawsze potraktowała temat bardzo wnikliwie, a Jej spostrzeżenia są niewątpliwie bardzo wartościowe.
W świetle tych uwag zaczęłam zastanawiać się nad moim blogowaniem. No cóż chyba nie mam zbyt wielu powodów do zadowolenia. Błędów ortograficznych raczej nie popełniam, zdjęcia może nie są najwyższych lotów, ale jak na moje możliwości, to chyba są do zaakceptowania. Staram się, żeby nie było tu też bałaganu, bo tego w ogóle nie lubię. Ale systematyczność i cykliczność to u mnie leżą rozłożone na łopatki.
Przyznam szczerze, że już wiele razy zastanawiałam się nad sensem dalszego utrzymywania bloga, mam jednak pewne argumenty, które mnie jeszcze przed całkowitym jego zamknięciem powstrzymują.
Ale zacznę od początku. Kiedy założyłam mój blog, prawie 8 lat temu (aż trudno uwierzyć, że to już tak dawno), byłam nie pracującą  zawodowo mamą, zajmującą się dziećmi i domem, a w tzw. międzyczasie robótkującą. W tym okresie zapoznałam się z nowymi technikami rękodzielniczymi, m.in. patchworkiem, którego tajniki bardzo mnie wówczas pochłaniały. Jak to w życiu bywa, ta trwająca kilka lat sytuacja uległa zmianie. Dzieci podrosły, ja podjęłam pracę zawodową i na robótki zostało bardzo mało czasu. Wynika to też stąd, że bardzo lubię swoją pracę i dużo czasu poświęcam jej już "po pracy". Pracuję w prywatnym przedszkolu, gdzie każdego dnia spędzam co najmniej 7 godz. z dziećmi. A potem jeszcze "papierologia", przygotowanie zajęć, pomocy, uroczystości, dekoracji, kostiumów, diagnoz, raportów itp. A, że nie samą pracą człowiek żyje, to staram się też spędzać choć trochę czasu każdego dnia z dziećmi i mężem. No i mam jeszcze działkę ogrodniczą. To moja odskocznia i relaks. Ale i obowiązek, bo pewne prace muszą być wykonane w określonym czasie i terminie. Trzeba przygotować ziemię, kiedy jest na to pora, zasiać, plewić, podlewać, kiedy trzeba, a nie kiedy ma się czas i ochotę.
Na początku trudno było mi to wszystko pogodzić. Tym bardziej,  że gdy się czegoś podejmuję, staram się, aby było dopięte na ostatni guzik. Pewnie to także wina nie najlepszej organizacji, ale najbardziej ucierpiał na tych moich zmianach życiowych blog, a w tamtym sezonie ogrodniczym także działka.  Idzie jednak ku lepszemu, bo mimo kolejnych obowiązków typu awans zawodowy, na działce w tym roku systematycznie wykonane są wszystkie prace, a nawet wdrażane różne plany innowacyjne. Bardzo mnie to cieszy. Oprócz tego znajduję w tym roku czas na lekturę inną, niż tylko przydatną pod względem zawodowym. To wszystko pozwala mi mieć nadzieję, że i dla mojego bloga przyjdzie jeszcze lepszy czas. Muszę tu zaznaczyć, że wcale nie zależy mi na statystykach, wzrastającej liczbie odwiedzin i komentarzy. To jest na pewno miłe, gdy ma się wielu gości, ale dla mnie najważniejsze są te Osoby, z którymi odbieram na tych samych falach, lubię podobne rzeczy, mam wspólne zainteresowania, a na dodatek pojawia się jakaś nić sympatii. Czyli, tak jak i w innych  sferach życia, stawiam na jakość, a nie na ilość. Teraz muszę popracować nad jakością mojego bloga.
Nie wiem, czy ktoś dał radę dotrwać do końca tych moich wynurzeń, ale jeśli tak, to w
ramach podziękowania kwiaty z mojej działki.

14 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że będziesz bywać tu częściej bo bardzo Cie lubię. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wg mnie każdemu zdarzają dłuższe lub krótsze przerwy, wynikające zresztą z różnych przyczyn. Ale chyba najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby blog sprawiał nam przyjemność.
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak właśnie myślę. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Twój blog jest bardzo piękny, uczuciowy, romantyczny i pełny Twojej twórczości. Jakość Twojeo bloga jest wysoka, więc nic nie musisz poprawiać. Lubię tu zaglądać i przykro się robi na myśl, że mogłabyś go zamknąć.
    Dla mnie blog, jest miejscem spotkań ludzi o podobnych zainteresowaniach, którzy wzbogacają się wzajemnie o wiedzę, radości i właściwie, o samo życie. To jest takie miejsce, gdzie lubię bywać. Piszę bloga bo chcę, bo chcę coś przekazać, czymś się podzielić, albo pogadać. Pisanie, żeby mnieć dobre statystyki, czy pisanie według jakichś tam reguł, to nie dla mnie. Blog ma dawać radość z pisania, przynajmniej ja tak uważam. Jak nie będe miała nic do powiedzenia, to przestanę pisać. Tak to już jest, że inne rzeczy stają się ważniejsze, albo zmienia się coś w środku, w nas, że coś się kończy, żeby inne mogło się zacząć.
    Pozdrawiam serdecznie.
    An

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. An, dziękuję. Dobrze wiedzieć, że jest wiele osób, które myślą podobnie. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Twój blog naprawdę jest taki, jak napisała An z Chatki. A co do systematyczności i przerw - chyba każdy je ma, krótsze lub dłuższe. W końcu życie to nie tylko blog. Mnie również trudno jest zachować jakąś systematyczność w zamieszczaniu postów - praca zawodowa, wolontariat i pod opieką schorowana, nie wychodząca z domu od 13 lat mama. Trudno znaleźć czas na robótki, na bloga, że o lekturze nie wspomnę. Ale blog mnie cieszy, to taki mój pamiętnik moich prac, i myślę, że tak właśnie ma być, że blog nie ma być kolejnym obowiązkiem z wyznaczonymi terminami zamieszczania przymusowych postów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Ja też traktuję blog jako swego rodzaju dokumentację wykonanych prac. Ale także bardzo się cieszę, że mogę tu "spotkać" tak wspaniałe osoby. Pozdrawiam i życzę siły i wytrwałości.

      Usuń
  5. Dotrwałam ;) I cieszę się, że mój wpis zainspirował do przemyśleń... ale potwierdzę słowa z pierwszego komentarza - gdy się kogoś lubi, to chce się go czytać jak najczęściej. I głównie o to chodzi z systematycznością, o której pisałam...

    OdpowiedzUsuń
  6. Również przeczytałam do końca...prowadzenie bloga ma być przyjemnością...nic na siłę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to mamy takie samo zdanie:)

      Usuń
  7. Doczytałam do końca ... gdyby nie ten cudny kwiatek chyba bym nie zauważyła,, że to koniec postu:))
    Z ogromną przyjemnością u Ciebie Edytko bywam i jak nowych wpisów nie ma, to do archiwów zaglądam - tam, także jest bardzo ciekawie.
    Tak jak Ty uważam, że prowadzenie bloga ma być przyjemnością, a nie obowiązkiem; w życiu są o wiele ważniejsze sprawy niż blogowe posty - jak mam czas, to piszę i pokazuję co robię, a jak czasu na hobby nie starcza, to milczę; nie cierpię "bicia piany" dla samego "bicia piany".
    Pozdrawiam cieplutko i buziaczki posyłam

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję, Moteczku:). Wiem nie od dziś, że mamy podobne podejście do wielu spraw i to mnie bardzo cieszy. Ściskam

    OdpowiedzUsuń