piątek, 11 sierpnia 2017

Końcówka wakacji

Intensywnie wykorzystuję końcówkę wakacji - porządkuję, układam, sprzątam po remoncie. Zdobywam nowe doświadczenia - maluję meble farbą kredową. Nadrabiam zaległości blogowe - czytam, zachwycam się Waszymi pracami i wakacyjnymi wojażami. Wykonuję małe hafciki - chcę nadrobić wszystkie karteczkowe zaległości, na razie jestem na dobrej drodze;) No i zapisałam się na Wymiankę na Dzień Kawy w Krzyżykowym szaleństwie.
Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam kawę i nie wyobrażam sobie poranka bez jej filiżanki:) Najlepszą kawę w swoim życiu miałam okazję pić w tamtym roku w Portugalii. Dodatkowo, chwilom spędzonym nad filiżanka tego aromatycznego napoju, uroku dodawał niepowtarzalny klimat tamtejszych knajpek i barów. 
Mam też w głowie kilka kawowych projektów, ale póki co zapisałam się na powyższą wymiankę. Bardzo dawno nie brałam udziału w tego typu zabawach, z powodu braku czasu, a teraz wykorzystam tę końcówkę wakacji, aby sprawić przyjemność sobie i jeszcze Komuś:) Może jakaś Amatorka kawy też się skusi:)
A jutro udaję się z moimi Mężczyznami - Mężem i Synem na tygodniowy odpoczynek na Pojezierzu Pomorskim. Panowie stawiają na wędkowanie, ja zaś będę leniuchować. Planuję czytać, xxx i napawać się pięknej tamtejszej przyrody. Mam też nadzieję, wykorzystując niedaleką odległość, udać się w conajmniej dwa miejsca z mojej listy "miejsc koniecznych do odwiedzenia" oraz do skansenu, w którym jeszcze nie byłam:) Relacja po powrocie. Myślę, że w końcu będę mogła pochwalić się też czymś robótkowym. Żegnam się zdjęciem z przepięknymi hortensjami w moim ulubionym kolorze:)

niedziela, 6 sierpnia 2017

Byłam na końcu świata

Wiele się u mnie w ciągu ostatnich tygodni działo. Rozpoczęłam długo obmyślany remont pokoju, zwanego salonem, a pełniącego funkcję rodzicielskiej sypialni, pokoju wypoczynkowego, a także jadalni i pracowni robótkowej;) Na szczęście widać już koniec tego przedsięwzięcia.
Udałam się też wraz z Mężem na powtórne Camino de Santiago. Tym razem szlismy tylko po hiszpańskiej ziemi, przemierzając 320 km z Oviedo do Santiago. Tegoroczna droga była dużo trudniejsza i bardziej wymagająca, gdyż jej znaczna część wiodła przez Góry Kantabryjskie. Za to obfitowała w przepiękne widoki i kontakt z dziewiczą przyrodą. Będę miała co opowiadać i pokazywać conajmniej do zimy;)
A dziś zacznę trochę przekornie, prawie od końca i pokażę Wam koniec świata.
W związku z tym, że nasze Camino przeszlismy szybciej niż poczatkowo zakładaliśmy, to wygospodarowany dzień postanowiliśmy przeznaczyć na wycieczkę właśnie na koniec świata.
To niewielki przylądek w północno - zachodniej Hiszpanii, o nazwie Finisterra, który w średniowieczu uważany był za "koniec ziemi". I choć dziś wiadomo, że Finisterra nie jest końcem świata, ani nawet Europy, to tradycja odwiedzania tego miejsca jest wciąż żywa i ważna, szczególnie dla pielgrzymów.
Miejsce to przywitało nas gęstą mgłą, a potem mżawką. Już się przyzwyczailiśmy, że pogoda w północnej Hiszpanii jest zmienna i dynamiczna i po bezchmurnym, słonecznym dniu przychodzi pochmurny i wilgotny. Niektórzy turysci byli zawiedzeni taka aurą. Dla mnie sprawiła ona, że to miejsce jawiło się jeszcze bardziej tajemniczo i magicznie, jak na koniec świata przystało;)
Oto wypatrywany i wyczekiwany słupek z oznaczeniem 0,00 km -  kres podróży wielu pielgrzymów, udających się tu w dalszą drogę po przybyciu do Santiago:
Latarnia morska spowita mgłą:
I miejsce nad samym brzegiem Oceanu Atlantyckiego, gdzie średniowieczni pielgrzymi, docierając do kresu swej podróży palili ubrania i kapali się w oceanie, na znak oczyszczenia. Zwyczaj ten kultywowany jest do dziś:
Niektórzy zostawiaja ubranie, buty na skałach:
A tu but - pomnik, zaświadczający i przypominający o tej wielowiekowej tradycji:
Przepiękne skalne wybrzeże, a pod nim ocean, który słyszeliśmy i czuliśmy, ale nie widzieliśmy ponieważ otulała go gęsta mgła:
 Za to w pobliskim rybackim miasteczku - Fisterra, do woli moglismy patrzeć w jego toń:
Zapraszam na spacer po tym urokliwym miejscu:
Średniowieczną tradycją pielgrzymią było zabranie z Finisterry muszli, jako dowodu, że się tu dotarło i widziało koniec ziemi. Mnie też udało się znaleźć muszlę w tym niezwykłym miejscu:
Oprócz wspomnień, zdjęć i muszelki z końca świata przywiozłam takie oto naparstki:
Życzę udanego niedzielnego wypoczynku:)