środa, 19 lipca 2017

Kasia kusi motylkami:)

W związku z pojawieniem się 800-nego postu na blogu Krzyżykowe szaleństwo, Kasia, jego autorka, ogłosiła Motylkowe candy:
Zapisy do końca lipca, ja już się zapisałam:)

poniedziałek, 17 lipca 2017

Czasem słońce, czasem deszcz...

Taka ta pogoda lipcowa, jak w tytule mojego postu, ale i w życiu tak się ukłąda... U mnie dziś, po deszczu wyjrzało słonko:) Moja Mama miała przed kilkoma godzinami operację, a rokowania są pomyślne. Przez ostatnie dni "nie miałam do niczego głowy". Ani na robótkach, ani na czytaniu, ani na niczym innym  nie mogłam się skupić. Ale dziś, przed chwilą wróciłam ze szpitala już pełna energii. Wierzę, że najgorsze już za moją Mamą i będzie tylko lepiej.
Sierpniowy obrazek z kalendarza Lizzie Kate, mimo, że dawno ukończony, nie doczekał się wafelka i terminowej prezentacji. Ale jest:
A kocisko wśród książek tak się prezentuje na chwilę obecną:
Pozdrawiam wakacyjnie i życzę jak najwięcej słoneczka w pogodzie i w życiu:)

wtorek, 4 lipca 2017

Storczykarnia w Łańcucie

Bardzo lubię storczyki. Mam w domu kilka okazów. Nie tyle, ile bym chciała lecz tyle, na ile pozwala metraż;) Wiem, że wiele z Was także bardzo lubi te kwiaty. Więc dzis zapraszam na spacer po wyjątkowo urokliwym miejscu - storczykarni w Łańcucie.


piątek, 30 czerwca 2017

Kartki przez cały rok - czerwiec

Wszystkie sprawy związane z rokiem szkolnym 2016/17 w pracy zamknięte, drugi semestr studiów podyplomowych zaliczony (został jeszcze jeden), część teoretyczna pracy podyplomowej wczoraj oddana promotorce, więc zaczynam wakacje! Na razie, z powodu zmęczenia nie dociera to do mnie i marzę tylko o tym, aby się w końcu wyspać.
Dzisiejszy dzień poświęciłam karteczkom, które przygotowywałam w ramach zabawy Kartki przez cały rok, organizowanej przez Anię. Na czerwiec wytyczne do ich wykonania przygotowała Ewa Jurewicz, a były one następujące:
Kartka okolicznościowa, na której ma się znaleźć motyw gazety z nadrukiem. Wykorzystałam resztkę papieru z takim właśnie motywem, który bardzo mi się podoba. Dodatkowo na kartce znalazł się wyhaftowant mak. Kartka ma już swoje przeznaczenie - zrobiłam ją z myślą o urodzinach mojej Mamy.
Na kartce bożonarodzeniowej miał się znaleźć aniołek. I jest:
Kartka wielkanocna zaś miała posiadać bazę ze ścinków. Spodobał mi się ten pomysł, zrobiłam sobie takie patchworkowe tło (dawno nie miałam okazji uszyć nic patchworkowego, to chociaż namiastkę z papierków sobie zrobiłam). A do tego też hafcik, kurzy tym razem.
I kolaż:

sobota, 24 czerwca 2017

Matka Boska Fatimska 1 i TUSAL czerwiec

Zaczęłam nowy haft, jeden z tych, których "start" zaplanowałam w 2017 roku. Pierwsze krzyżyki postawiłam 13 maja - w setną rocznicę objawień fatimskich. Moim nowym haftem jest oczywiście Matka Boska Fatimska. Wiele miesięcy pracy przede mną. Mam nadzieję, że w wakacje haftu znacząco przybędzie. A tak wygląda początek:
Miałam wielkie szczęście oglądać niespełna rok temu figurę Matki Boskiej Fatimskiej na żywo i miejsce objawień fatimskich także. Już wtedy podjęłam postanowienie, że wykonam ten haft, po trosze na pamiatkę tamtej podróży.
Jako, że dziś data kolejnego nowiu, to przy tej okazji prezentuję TUSAL-owy słoiczek:
A na koniec kilka balkonowych zdjęć:



czwartek, 22 czerwca 2017

Ufokowy rok 2017 - raport majowy

Mimo, że ten post pojawia się z dużym opóźnieniem, to jednak pokażę co udało mi się wywalczyć UFOK-owo w maju. Tym bardziej, że niewiele więcej, w kwestii robótkowej udało mi się w minionym miesiącu zdziałać. Po ukończeniu SAL-u owocowo-warzywnego postanowiłam doprowadzić do końca inny SAL-owy projekt, a mianowicie Kalendarz Lizzie Kate. W maju wykonałam lipcowy hafcik, a także uszyłam dwa wafelki - czerwcowy i lipcowy właśnie.
Tak obecnie prezentuje się mój kalendarz:
Poszczególne obrazki różnią się nieco rozmiarem (także kanwy) i kolorem tła. A to dlatego, że wykorzystuję do ich wykonania różne końcówki kanwy. Można by rzec, że to taki trochę recyklingowy projekt.
Do końca zostały trzy miesiące do xxx: sierpień, wrzesień i grudzień. I wykonanie łącznie pięciu wafelków.

niedziela, 18 czerwca 2017

Wycieczka do Łańcuta

W bieżącym roku zaplanowałam sobie odwiedzenie dwóch miejsc z mojej listy pięknych polskich zakątków, koniecznych do zobaczenie w życiu:) Wybór padł na Kozłówkę i Łańcut. Oprócz tego mam drugą listę ze skansenami i założenie, że każdego roku muszę odwiedzić conajmniej jeden skansen, w którym jeszcze nie byłam. Od kilku lat udaje mi się to założenie realizować: 2016, 2015(1), 20015(2), 2015(3), 2015(4). Już wiem, że isnieje wielkie prawdopodobieństwo odznaczenia więcej niż dwóch pięknych, polskich zakątków na mojej liście w tym roku:) Ale o planach już dość, teraz będzie o ich realizacji. W sobotę po Bożym Ciele, mimo nawału obowiązków związanych z końcem roku szkolnego, uczyniłam sobie dzień przerwy i udałam się wraz z mężem i synem (córka, w związku z pełnią sesji nie mogła nam towarzyszyć) do Łańcuta. Miejsce to (tak jak zakładałam) niezwykle piękne, urokliwe i niesamowite. Takiego przepychu i bogactwa w jednym miejscu, chyba jeszcze w życiu nie widziałam. Od razu nasunął mi się na myśl pan Darcy i jego posiadłaość z "Dumy i uprzedzenia" Jane Austen:) Właściciele posiadłości - Lubomirscy i Potoccy dbali o swoje włości, modernizowali je i upiększali, realizując przy okazji wszystkie swoje zachcianki, fascynacje i pomysły. Niektóre z nich, np. efekt krwawego afrykańskiego safari, w postaci pogłowia kilkudziesięciu zwiarząt i skór "zdobiących" wozownię, wzbudziły mój wielki niesmak i niechęć. Były też takie które wywołały podziw i akceptację: oranżeria, storczykarnia. Łańcut, to z całą pewnością miejsce warte odwiedzenia, które pozostawia niezapomniane wspomnienia. A teraz zapraszam na obejrzenie go moimi oczami (a właściwie obiektywem mojego męża:).
Do storczykarni zapraszam Was w oddzielnym poście.