niedziela, 18 września 2016

Nowy haft

W związku z tym, że udało mi się ukończyć w tym roku już dwa duże UFO-ki, postanowiłam sprawić sobie nagrodę w postaci rozpoczęcia nowego haftu. Same wiecie, jakie rozpoczynanie nowych projektów jest fajne:) Z wielkimi więc emocjami skompletowałam potrzebne mulinki, a na tamborku rozpięłam czarną kanwę. Powolutku pojawiła się na niej półka i zarysy pierwszych książek;
Już pewnie wiecie, czym będę zajmowała się w jesienne i zimowe wieczory:) A muszę przyznać, że czarna kanwa 16 ct jest dość wymagająca. Zwłaszcza potrzebne jest dobre oświetlenie. Dlatego też dokonałam dawno planowanego zakupu - lampki, która będzie mi towarzyszyć przy xxx (pochwalę się następnym razem).
A na koniec zdjęcie gotowego haftu, czyli mój cel, do którego będę dążyć przez najbliższe miesiące:

piątek, 9 września 2016

Naparstkowe opowieści - Barcelona

Wczesnym rankiem wylecieliśmy z Santiago de Compostela do Barcelony. I już po 1,5 godz. znaleźliśmy się w Katalonii.
Z lotniska autobusem udaliśmy się na Plac Kataloński (Plaza de Catalunya):
a stamtąd poszliśmy obejrzeć najsłynniejszą chyba budowlę w Barcelonie - Sagrada Familia:
Następnymi obowiązkowymi miejscami do odwiedzenia były kolejne dzieła Gaudiego:
Casa Mila:
oraz Casa Batllo:
Dzieła Gaudiego mogą się podobać lub nie, ale na pewno intrygują, zadziwiają, wzbudzają zainteresowanie. Mnie zachwyciły, a sam Gaudi stał mi się jeszcze bliższy, gdy dowiedziałam się, że był wegetarianinem i lubił długie spacery (to tak jak ja:).
Piękna Barcelona, to miasto bardzo proste w nawigacji, ponieważ większość ulic przecina się tam pod kątem prostym. Dlatego też szybko i sprawnie docieraliśmy do interesujących nas miejsc.
To także miasto, które tętni życiem jest pełne ludzi.
A najlepiej widać to na głównej ulicy Barcelony - La Rambla, gdzie tłumy ludzi spacerują między sklepikami, kramami, kawiarenkami, występującymi mimami i innymi atrakcjami:
ulica ta prowadzi do pomnika Krzysztofa Kolumba i nadmorskiej promenady,
koniecznie trzeba tam się zatrzymać i pozachwycać cudnymi widokami:
Z Barcelony przywiozłam naparstek oczywiście z Sagrada Familia:)

sobota, 3 września 2016

Na nowy rok szkolny

Na nowy rok szkolny wymyśliłam sobie okładkę na kalendarz z piórkiem, żeby pasowała do posiadanego przez mnie piórniczka w piórka właśnie. Znalazłam odpowiedniej wielkości wzór, kupiłam kanwę w kolorze nugatu i przystąpiłam do xxx. Z każdym kolejnym krzyżykiem coraz mniej mi się moje piórko podobało, bo jego kolory zlewały się z tłem. Żałowałam strasznie, że nie kupiłam ciemniejszej kanwy. Dokończyłam haft, choć przez głowę przeszła taka myśl, aby wrzucić go do szuflady. Na szczęście backstitche nadały piórku ostrości i wydobyły go z z tła. Teraz nawet mi się podoba.
Tak oto prezentuje się kalendarz w okładce i cały tegoroczny zestawik:
Pomyślałam sobie też, że może właśnie takiej stonowanej, spokojnej okładki na ten rok potrzebuję. Bo też w pracy przydałaby mi się teraz stabilizacja, spokój. W przeciwieństwie do zeszłego roku szkolnego, kiedy to zmieniłam miejsce pracy, znalazłam się wśród nowych osób i obowiązków. Wtedy zrobiłam sobie kolorową, energetyczną okładkę z pawiem. Może coś w tym jest, a może to już spaczenie zawodowe, że wszystko w ten sposób analizuję;)

niedziela, 28 sierpnia 2016

Naparstkowe opowieści - Hiszpania

Od razu po przekroczeniu rzeki Mino i znalezieniu się w Hiszpanii odczuliśmy znaczną różnicę - asfalt, w odróżnieniu od kamiennych dróg, tzw. "kocich łbów" okazał się błogosławieństwem dla stóp:)
Hiszpania przywitała nas urokliwym miasteczkiem Tui (niestety nie znalazłam tam naparstków).
W kolejnych dniach mieliśmy okazję zwiedzić przepiękne miasteczka należące do Galicji. Były to kolejno: Redondela, leżąca nad zatoką Vigo (Atlantyk):
Naparstki z Redondeli:
kupione w tym oto sklepie;

Pontevedra - miasto mostów,
gdzie mogliśmy podziwiać przecudnej urody Kościół Pielgrzyma, a w nim piękną figurę Matki Bożej w pielgrzymim stroju:
Udało mi się znaleźć naparstek przedstawiający tę niesamowitą figurę:
I drugi z Pontevedry:
Miałam tam też okazję zażyć kąpieli w oceanie, a właściwie w estuarium:
Caldas de Reis, które urzekło nas termalnymi źródłami. To miało aż 43 stopnie C, więc można było tylko zanurzyć palec:
To zaś 38, wiec było cudnym relaksem dla strudzonych stóp (na zdjęciu nogi męża:):
oraz ogrodem botanicznym, w którym rosły m.in. takie okazy eukaliptusów:
Padron, gdzie mogliśmy delektować się miejscowym przysmakiem - papryczkami Padron.
Naparstek z Padron:
To był ostatni przystanek przed celem naszej pielgrzymki. Następnego dnia dotarliśmy do Santiago de Compostela. Równo o godz. 12, przy dźwięku dzwonów podziwialiśmy średniowieczną katedrę, która niestety jest w tym roku remontowana).
Potem odebraliśmy swoje compostelkę - świadectwa odbycia pielgrzymki i poszliśmy pokłonić się św. Jakubowi:
choć najpierw musieliśmy odstać swoje w kolejce:
a wieczorem uczestniczyliśmy we mszy św., pod koniec której mogliśmy zachwycać się botafumeiro:
Naparstki z Santiago:
z katedrą
i z symbolami pielgrzymimi: muszlą:
i strzałką, która prowadziła nas przez całe camino:
Kolejnego dnia rano opuściliśmy Galicję, krainę spichlerzy i owoców morza, tak ją zapamiętamy:
Te motywy obecne są też na galicyjskich naparstkach:
Przed nami zostało ostatnie miejsce naszej podróży - Barcelona.